Na mojej drodze do odzyskania siebie spotkałem wielu ludzi. Jedni widzieli we mnie „Księcia Śląska”, postać z nagłówków lokalnych portali, inni – pacjenta, przypadek medyczny, diagnozę. Dziś, jako Arkadiusz, Asystent Zdrowienia, staję przed wami, by opowiedzieć nie tylko moją historię, ale i prawdę o roli, którą pełnię. Rolę, która obrosła w mity i nierealistyczne oczekiwania.

„Zwykły człowiek w niezwykłej roli” – kim naprawdę jest Asystent Zdrowienia

Na mojej drodze do odzyskania siebie spotkałem wielu ludzi. Jedni widzieli we mnie „Księcia Śląska”, postać z nagłówków lokalnych portali, inni – pacjenta, przypadek medyczny, diagnozę. Dziś, jako Arkadiusz, Asystent Zdrowienia, staję przed wami, by opowiedzieć nie tylko moją historię, ale i prawdę o roli, którą pełnię. Rolę, która obrosła w mity i nierealistyczne oczekiwania.

Część z was może kojarzyć moją przeszłość. To opowieść o człowieku, który w szczycie choroby mianował się księciem, który w porywie psychozy szarżował samochodem pod prąd. To historia, którą media opisały, używając wówczas imienia Seweryn (to moje drugie imię). Był to mroczny, ale i przełomowy rozdział w moim życiu. Moment, w którym dotknąłem dna, by móc się od niego odbić. Dziś tamten „książę” jest tylko wspomnieniem, dowodem na to, jak daleką drogę można przebyć z ciężkiej schizofrenii do pełni życia.

Droga ta nie była ani prosta, ani krótka. Wymagała leczenia, terapii, wsparcia bliskich, ale przede wszystkim – zrozumienia i zaakceptowania własnej choroby. To właśnie to osobiste doświadczenie kryzysu psychicznego i proces zdrowienia stały się fundamentem, na którym zbudowałem moją nową tożsamość – Asystenta Zdrowienia.

Kim więc jestem? Obalmy mity.

Wokół mojej profesji narosło wiele nieporozumień. Pierwszy i najczęstszy mit to postrzeganie Asystenta Zdrowienia jako „superbohatera”, który posiadł tajemną wiedzę i magiczną receptę na wyzdrowienie. Oczekuje się od nas, że będziemy terapeutami, lekarzami i przyjaciółmi w jednym. Że nasza obecność sama w sobie uzdrowi.

Tymczasem prawda jest znacznie bardziej przyziemna, a przez to – o wiele cenniejsza. Nie jestem cudotwórcą. Jestem dowodem. Dowodem na to, że wyjście z kryzysu jest możliwe. Moją główną siłą nie jest wiedza książkowa, choć i ta jest ważna, ale przeżyte doświadczenie. Rozumiem uczucie osamotnienia, stygmatyzacji, lęku przed przyszłością i utraty nadziei, bo sam tego doświadczyłem.

Kolejny mit to przekonanie, że jako Asystent Zdrowienia muszę być nieustannie „pozytywny” i w pełni „uzdrowiony”. To pułapka, która odbiera nam człowieczeństwo. Proces zdrowienia nie jest linią prostą. To sinusoida wzlotów i upadków. Ja również mam gorsze dni. Moja siła nie leży w niezniszczalności, ale w umiejętności radzenia sobie z trudnościami, w świadomości własnych granic i w autentyczności. Pokazuję, że można żyć satysfakcjonującym życiem pomimo choroby, a nie tylko po niej.

Oczekiwania kontra moja prawda

Oczekiwania społeczne, a czasem i samego systemu opieki zdrowotnej, bywają przytłaczające. Chce się nas zamknąć w sztywnych ramach procedur, sprowadzić naszą rolę do kolejnego „narzędzia” terapeutycznego.

Moja prawda jako Asystenta Zdrowienia jest inna. Jestem przede wszystkim towarzyszem w podróży. Latarnią, która nie wskazuje jedynej słusznej drogi, ale pokazuje, że w ogóle jest jakaś droga. Moim zadaniem jest budowanie relacji opartej na zaufaniu i partnerstwie. Pomagam odnaleźć w sobie siłę i zasoby, które każdy człowiek, niezależnie od diagnozy, w sobie nosi. To ja mogę powiedzieć: „Wiem, jak to jest czuć, że świat się wali. Ale wiem też, że można go odbudować”.

Nie zastępuję profesjonalistów – psychiatrów, psychologów, terapeutów. Uzupełniam ich pracę o unikalną perspektywę. Jestem mostem między światem pacjenta a światem systemu. Mostem zbudowanym z empatii, która rodzi się nie z teorii, a z własnej, przeżytej historii.

Bycie Asystentem Zdrowienia to dla mnie misja. Misja odczarowywania mitów na temat chorób psychicznych i pokazywania, że za każdą diagnozą stoi zwykły człowiek z niezwykłą historią. Człowiek, który, tak jak ja kiedyś, potrzebuje nie tylko leków, ale przede wszystkim nadziei, zrozumienia i wiary w to, że jutro może być lepsze.

Nazywam się Arkadiusz. Nie jestem już księciem. Jestem zwykłym człowiekiem w niezwykłej roli. I to jest moja największa siła.

Źródła:

https://www.nowiny.pl/wiadomosci/215542-bylem-ksieciem-slaska-wywiad-ze-schizofrenikiem-z-rybnika.html

https://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,mianowal-sie-ksieciem-slaska-szarzowal-samochodem-pod-prad-rybniczanin-jest-dowodem-ze-z-ciezkiej-schizofrenii-mozna-wyjsc,wia5-3266-55325,2.html

https://www.hellozdrowie.pl/paulina-i-arkadiusz-choruja-na-schizofrenie-udowadniaja-ze-ich-choroba-nie-przekresla-szans-na-normalne-zycie/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Okiem asystenta
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.