Kryzys psychiczny to trzęsienie ziemi. Kiedy nadchodzi, burzy nie tylko nasz wewnętrzny spokój i dotychczasowe postrzeganie świata, ale także krajobraz społeczny, w którym funkcjonujemy. Jako Asystent Zdrowienia często powtarzam, że zdrowienie to proces odzyskiwania ról społecznych, ale też – co bywa bolesne – weryfikacja tego, kto w naszej historii chce grać dalej, a kto schodzi ze sceny.

Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To stare przysłowie, ale w kontekście zdrowia psychicznego nabiera zupełnie nowego, ostrego znaczenia. Kryzys jest jak soczewka – skupia w sobie prawdę o naszych relacjach, często w sposób brutalny i bezkompromisowy.

Kiedy „ja” znika pod maską objawów

Bądźmy szczerzy – psychoza nie jest elegancka. Nie jest filmowym, romantycznym smutkiem. W moim przypadku choroba była głośna i ekspansywna. Kiedy byłem w stanie psychozy, mój umysł generował treści, które dla otoczenia były niezrozumiałe, dziwaczne, a czasem pewnie i przerażające.
Internet nie zapomina, a Messenger zniesie wszystko – tak mi się wtedy wydawało. Wysyłałem setki wiadomości. Publikowałem na Facebooku posty pełne urojeniowych treści, święcie przekonany o ich wadze i słuszności. Dziś, z perspektywy czasu i leczenia, wiem, że to był objaw choroby, krzyk umysłu, który stracił kontakt z bazą. Ale wtedy? Wtedy byłem po prostu „tym dziwnym Arkiem”, który spamuje skrzynki odbiorcze.

To właśnie te zachowania stały się dla wielu osób powodem do odejścia. Niektórzy zablokowali mnie w mediach społecznościowych, inni przestali odbierać telefony, a jeszcze inni po prostu zniknęli z mojego życia bez słowa wyjaśnienia. Czy mam do nich żal? To skomplikowane.

Diagnoza jako filtr relacji

Z jednej strony rozumiem lęk. Niezrozumienie choroby psychicznej wciąż jest w Polsce ogromne. Ludzie boją się tego, czego nie znają. Z drugiej strony – nie da się ukryć gorzkiej prawdy: część tych relacji zakończyła się nie tylko przez moje zachowanie, ale przez stygmat. Niektórzy nie chcieli mieć w swoim otoczeniu osoby z „papierami”, z diagnozą psychiatryczną. Etykieta pacjenta okazała się dla nich cięższa niż lata wcześniejszej znajomości.
Kryzys psychiczny stał się więc mimowolnym testem. Pokazał, kto był ze mną dla mnie – człowieka, a kto był tylko dlatego, że było „miło, łatwo i normalnie”.

Szok na Oddziale Całodobowym

Ale ten felieton nie jest o samotności. Wręcz przeciwnie. Jest o sile, która płynie z obecności. Bo choć wielu odeszło, to nie zostałem sam.Moja paczka znajomych – ta najbliższa, sprawdzona gwardia – zdała ten egzamin celująco. Nie rozumieli moich urojeń, pewnie byli przerażeni moimi wiadomościami, ale martwili się o mnie, a nie o to, co ludzie powiedzą.

Nigdy nie zapomnę momentu, gdy leżałem na Oddziale Całodobowym Męskim. Szpital psychiatryczny to miejsce specyficzne, zamknięte, rządzące się swoimi rytmem. I nagle w te szpitalne mury weszła ekipa. Nie jedna osoba, nie dwie. Odwiedzili mnie w dziesięć osób podczas jednej wizyty.
Pamiętam wzrok pielęgniarek. Były w autentycznym szoku. Na oddziałach często widzi się samotność, czasem wpadnie rodzina, rzadziej pojedynczy znajomy. Ale dziesięć osób? To był ewenement. To było pospolite ruszenie serc. Ich obecność tam, w tym trudnym dla mnie miejscu i czasie, była lepsza niż jakakolwiek terapia. To był komunikat: „Jesteś chory, ale nadal jesteś jednym z nas. Nie boimy się Ciebie. Czekamy”.

Wnioski Asystenta Zdrowienia

Dziś, jako Arkadiusz Hartman – Asystent Zdrowienia, patrzę na tamte wydarzenia z wdzięcznością. Kryzys psychiczny, choć bolesny i trudny, zrobił w moim życiu porządki, na które sam pewnie nigdy bym się nie odważył.
Odsiał relacje powierzchowne, oparte na konwenansach, a zostawił te, które są jak skała. Wiem teraz, kto jest wart mojego czasu i zaangażowania pomimo mojej diagnozy, a kto był tylko „statystą”.

Jeśli czytasz to i jesteś w trakcie kryzysu lub tuż po nim, a Twoja lista kontaktów w telefonie się skurczyła – nie martw się. To nie jest strata, to jest selekcja. Zostają ci, którzy widzą w Tobie człowieka, a nie jednostkę chorobową. I wierz mi, nawet jeśli zostanie tylko garstka, to ta garstka jest warta więcej niż tysiąc znajomych na Facebooku.

Arkadiusz Hartman.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Okiem asystenta
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.